Jak słuchać, żeby słyszeć?
Znasz to zdanie – Słuchasz, ale i tak nie słyszysz?
Zapewne znasz. Jednak pojawia się pytanie – Czy na pewno wiesz co ono nam mówi?
Słuchanie to nie cecha charakteru. To umiejętność, która rozwija się wraz z nami. Jak każda umiejętność, wymaga wysiłku. Na co dzień wydaje się, że słuchamy dzieci, partnerów, współpracowników, klientów. Ale kiedy się temu przyjrzeć bliżej, okazuje się, że bardzo często nie słyszymy ich wcale. A to, co nazywamy słuchaniem to raczej potakiwanie, przerywanie, doradzanie, odparowywanie emocji, bronienie się. Czyli mówienie o sobie.
Aby naprawdę słyszeć drugiego człowieka, trzeba najpierw spotkać się ze sobą.
Słuchanie jest podstawą sprzedaży. Analizując sprzedawców oraz patrząc na swoje podwórko, temat słuchania jest traktowany zbyt pobieżnie. Myślę, że właśnie dlatego zazwyczaj słuchamy, ale nie słyszymy. Sprawa zresztą wydaje się być całkiem nieistotna, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdzie na każdym kroku możemy usłyszeć … Nie ważne co mówią, myślą inni, ważne jest tylko to, co Ty o tym sądzisz!
Właśnie dlatego, zdecydowałam się jednym ze spotkań SuperBizWizji i w tym artykule, zwrócić uwagę na kilka rzeczy związanych z tym tematem.
W programie – Bezpieczeństwo w sieci – dość często wykorzystuje słuchanie, czytanie zdań wraz ze zrozumieniem przekazu. Okazuje się, że za każdym razem, bez względu na wiek grupy z którą pracuje, jedno zdanie odbierane jest na co najmniej kilka sposobów. Odbiór uzależniony jest jeszcze od różnych czynników, w tym np od naszych przekonań, zakłóceń, które płyną z myśli, emocji jakie podczas tego słuchania posiadamy itd. Często wpływ na odbiór ma także osoba, która za tymi słowami stoi. Do tego ważny jest także sposób przekazu, modulacja głosem itd. Co ciekawe czasem jedno wypowiedziane zdanie, potrafi wywołać kłótnie na temat zrozumienia tego … Co autor miał na myśli.
Skuteczne słuchanie wymaga pracy nad sobą. Pozwala to oddzielić własne reakcje od emocji innych ludzi. W kontekście komunikacji z klientami warto pamiętać, że nie wystarczy tylko słyszeć, ale również odpowiednio zrozumieć i odpowiedzieć na ich potrzeby. Artykuł => Sztuka skutecznej komunikacji z klientami – jak przekuć trudności w sukces? – wskazuje na to, jak kluczowe jest aktywne słuchanie i odpowiednia reakcja na trudności w komunikacji z klientem. Dzięki tej umiejętności, możemy poprawić nasze relacje zawodowe, ale także przekuć napotkane problemy w realny sukces.
Jak słuchać, żeby słyszeć?
Jeżeli chcemy odpowiedzieć sobie na pytanie – Jak słuchać tak, żeby słyszeć? – warto wziąć pod uwagę rozwój osobisty oraz drugą stronę/osobę. Warto także pamiętać o tym, że są jeszcze inne czynniki, które powinniśmy wziąć pod uwagę, takie jak blokady, manipulacja, podświadomość itp. Wszystko jest uzależnione od tego gdzie i u kogo ucho przyłożymy.
Jak zaczynałam uczyć się sprzedaży, to na początku było tak, że szłam na spotkanie z klientem i miałam wcześniej przygotowaną rozmowę. Nie musiałam skupiać się na słuchaniu klienta. Przedstawiałam mu swoją prezentację, próbując go przekonać do produktu. To niestety nie działało. Postanowiłam więc stworzyć szablon rozmowy, dzięki któremu zamiast słuchać wyłapywałam tylko poszczególne słowa, zdania. Znowu nie słuchałam, tylko czekałam na konkretne słowa/zdania tzw wyzwalacze.
Do tego słuchając nagrań, czy też przeglądając jakąś książkę, nie zastanawiałam się nad tym – Co autor miał na myśli? No bo co by to mnie obchodziło. Przecież zależy mi na tym, aby wyciągnąć z tego dla siebie jak najwięcej. Jak już zaczęłam się zastanawiać nad samym zrozumieniem tekstu, to moje myśli były skupione tylko na tym … Co ja przez te słowa rozumiem? Jak je odbieram? Co dla mnie znaczą itd. Jednak do pewnego momentu … w którym oderwałam się od tych schematów i patrzyłam na spotkania z klientem zupełnie z innej strony.
Kiedy „słuchanie” to tylko projekcja
Wyobraźmy sobie sytuację, w której do menedżera przychodzi pracownik i mówi, że ma za dużo zadań. Menedżer, przekonany o swojej empatii, odpowiada – Rozumiem. Wszyscy mamy teraz trudny czas, ale dasz radę, jesteś świetna. – Wydawałoby się, że słucha. W rzeczywistości jednak nie usłyszał. Nie dowiedział się, co dokładnie kryje się za tym komunikatem. Może prośba o pomoc, może frustracja, może sygnał, że za chwilę ta osoba się wypali. Odpowiedź menedżera pokazuje, że nie usłyszał, bo nie był gotowy usłyszeć. Potrzeba odwagi i dojrzałości, żeby zamiast szybko zareagować, zapytać – „Co dokładnie masz na myśli?”, „W czym masz największą trudność?”.
Oczywiście może się okazać, że pracownik wykonuje zbyt dużo obowiązków, jednak warto się upewnić i wtedy odpowiednio reagować. To wymaga wewnętrznej przestrzeni, a ta nie bierze się znikąd. Budujemy ją poprzez świadomość siebie, kontakt z emocjami i gotowość do refleksji. To właśnie rozwój osobisty staje się tu fundamentem.
Takie „słuchanie” to także często projekcja własnych potrzeb i lęków na drugiego człowieka. Żeby naprawdę usłyszeć, trzeba wytrzymać chwilę ciszy, nie zasłaniać cudzych słów własną narracją. A to wymaga odwagi, również wobec siebie.
Słyszenie to nie czynność, to relacja
Słyszenie zakłada gotowość do wewnętrznej pracy. Czasem osoba, która mówi, uruchamia w nas coś trudnego, takiego jak złość, poczucie winy, lęk, bezradność. Jeżeli nie jesteśmy w kontakcie z tym, co się w nas dzieje, zaczynamy reagować automatycznie. Bronimy się, usprawiedliwiamy, odcinamy emocje i przestajemy słyszeć.
W rzeczywistości, słyszenie wymaga zrozumienia siebie. Zamiast skupiać się na tym, co chcemy odpowiedzieć, warto zadać sobie pytanie … Co ta osoba miała dokładnie na myśli? Dlaczego tego nie słyszę? Co mnie teraz poruszyło? Dlaczego trudno mi tego słuchać? Im więcej w nas świadomości, tym większa przestrzeń na drugiego człowieka.
Słuchanie w przestrzeni cyfrowej
W przestrzeni online coraz trudniej o prawdziwe słuchanie. Komentarze traktujemy jak cyfrowy szum, a słowa jako oznaczniki poglądów, które można od razu sklasyfikować, skrytykować, usunąć albo zignorować. Ale przecież po drugiej stronie ekranu znajduje się drugi człowiek (nie licząc botów). Z jego historią, przeżyciami, bólem i doświadczeniem, którego nie widać w jednym zdaniu.
Kilka lat temu pracowałam nad analizą zjawiska hejtu dla jednego z klientów. Przeglądając komentarze, trafiłam na jeden, który wywołał falę nienawiści. Tym razem jednak skierowanej nie przeciw oryginalnemu twórcy, ale… hejterce. Z pozoru wydaje się zasłużenie. „Kto sieje hejt, ten zbiera hejt” – zapewne niektórzy teraz powiedzą, jednak coś mi tu nie grało. Zaryzykowałam i napisałam do niej prywatną wiadomość – Czy wszystko u Ciebie w porządku? Nie wiem, dlaczego to zrobiłam.
Kilka dni później odebrałam telefon. Po drugiej stronie … szept młodej dziewczyny. Przez kilka następnych rozmów opowiedziała mi, że pochodzi z domu, w którym doświadcza przemocy, również seksualnej. Zgłaszała to, ale bez efektów. Komentarz, który zostawiła, był krzykiem, desperackim sposobem na to, aby ktoś ją zauważył. Nie miała intencji nikogo ranić. Po prostu „dostała kilka razy” i nie miała już siły.
Pamiętam także historię opisaną na seminarium psychoanalitycznym o mężczyźnie jadącym pociągiem, który denerwował się na pasażera nieustannie trzaskającego drzwiami przedziału. Później okazało się, że ten mężczyzna właśnie dowiedział się o swojej poważnej chorobie. Nasza złość często nie bierze pod uwagę tego, co niewidzialne.
Przywołam także przykład mężczyzny, który na profilu jednym z social media ma napisane – terapeuta mgr. Wydawałoby się, że od osoby, która zajmuje się terapią osób, które potrzebują pomocy, możemy oczekiwać aktualnej wiedzy, a przede wszystkich umiejętności słuchanie. Niestety z wielkim smutkiem to piszę, że mężczyzna ten „bawi” się w odpowiadanie na komentarze, które jak wiemy oprócz tego, że mają ograniczoną ilość znaków jakie możemy w nich zostawić, to komentarz zwiera zazwyczaj tylko kilka słów, z których często mało wynika. Jakiś czas temu pod jednym z jego nagrań zostawiła komentarz młoda kobieta. Zadała pytanie. Okazało się, że terapeuta nie wytrzymał swoich emocji i odpowiedział na ten komentarz nagraniem. Spowodował, ze różne portale plotkarskie podały jego odpowiedź, co spowodowało lawinę hejtu na kobietę, która jak później napisała w komentarzach – została źle zrozumiana. A wystarczyło słuchać, co spowodowałby zadanie kolejnego pytania.
W świecie online, w którym komunikujemy się głównie przez słowa, warto nauczyć się je słyszeć. Nie tylko czytać. Nie tylko interpretować przez pryzmat własnych emocji. Ale słuchać z ciekawością, otwartością, a czasem z empatią. Może się okazać, że ktoś, kogo uznaliśmy za wroga, po prostu bardzo potrzebuje być zauważony.
Nie słyszysz. Dlatego kupujesz więcej.
Jak słuchać, żeby słyszeć? Czyli nadal patrzymy głębiej, nie zatrzymujemy się na powierzchni.
Jeśli uczymy się słuchać w relacjach, to czemu tak często przestajemy słyszeć w procesie sprzedaży? Przekazy płynące z kursów, szkoleń, książek czy e-booków mają nas nauczyć sprzedawać. A jednak wiele osób, które chłoną te treści, nadal stoi w miejscu. Dlaczego? Bo nie wystarczy słuchać, trzeba jeszcze usłyszeć.
Przekaz dobrego sprzedawcy nie powinien skupiać się wyłącznie na tym, jak „sprzedać” produkt. Dobry sprzedawca wie, że sprzedaż to proces. To sztuka rozumienia potrzeb klienta, tworzenia ciągłości, budowania relacji. A tego często brakuje w materiałach edukacyjnych. Zamiast uczyć, jak być w sprzedaży obecnym i autentycznym, oferują gotowe schematy.
Zgłosiła się kiedyś do mnie klientka, która miała za sobą dziesiątki kursów, warsztatów i szkoleń. Jej półki uginały się od wiedzy. Grupy wsparcia, e-booki, PDF-y, podcasty… a mimo tego jej biznes wciąż tkwił w martwym punkcie. Miała wiedzę, ale nie miała klientów. Miała marzenia, ale nie miała produktu. Brakowało jej nie kolejnych kursów, tylko odwagi, aby usłyszeć siebie. Zatrzymała się w pętli rozwoju, która nie była już rozwojem, tylko ucieczką. Słuchała wszystkich, tylko nie siebie.
Bo prawda jest taka … za każdym kursem, szkoleniem, książką stoi ktoś, kto to sprzedaje. I często najlepiej byłoby uczyć się od tej osoby jak sprzedawać szkolenia, a niekoniecznie jak sprzedawać swój produkt.
Dlatego tak ważne jest to, aby nauczyć się słyszeć siebie, innych i to, co naprawdę kryje się pod tym, co na pozór oczywiste.
Książka, szkolenie, kurs mają swój cel.
Jak słuchać, żeby naprawdę słyszeć, nie tylko w codziennych relacjach, ale też w świecie wiedzy, autorytetów i przekazów kulturowych.
Każda książka, każdy film, każdy wykład powstaje z jakiegoś powodu. Autor nie tylko pisze tekst. On wybiera, co chce przekazać i jak chce to zrobić. I choć często szukamy w książkach inspiracji, warto zadać sobie pytanie … Czy na pewno słyszymy to, co autor nam mówi? Czy tylko to, co chcemy usłyszeć?
Dobrym przykładem może być książka „Sekret”, która zyskała ogromną popularność i zmieniła sposób myślenia tysięcy ludzi. Przy bliższym poznaniu jej źródłom okazało się jednak, że stoi za nią ideologia New Age, a część osób związanych z jej tworzeniem należy do sekty. Mimo to wiele osób przyjęło zawarte tam idee bez refleksji. Nie wsłuchując się w to, skąd one naprawdę pochodzą i czemu mają służyć.
Podobne mechanizmy obserwuję podczas prowadzenia spotkań SuperBizWizji z psychologami i coachami. Zdarza się, że przypadki, które omawiamy jako „trudne”, wynikają nie z problemów pacjenta, ale z niewidocznych blokad samego specjalisty. Strach przed utratą klienta, nieuświadomiony lęk przed oceną, potrzeba kontroli. To wszystko wpływa na jakość sesji. Padają słowa, ale nie są słyszane. Głos pacjenta ginie w szumie wewnętrznych obaw terapeuty.
To pokazuje, jak subtelna i wymagająca jest sztuka słuchania. Nawet jeśli jesteśmy wykwalifikowani, nawet jeśli pomagamy innym, możemy słuchać, a mimo to nie słyszeć. Bo słyszenie wymaga odwagi, otwartości i gotowości do tego, aby zajrzeć głębiej, także w siebie.
Może kiedyś wrócę jeszcze do tego tematu w osobnym artykule. Analizy przypadków pokazują, jak bardzo słuchanie terapeutyczne bywa zaburzone przez nieświadome mechanizmy i jak wpływa to na proces pracy z klientem. Ale to już historia na inny dzień.
Przekazy których nie słyszymy, a które kierują naszym życiem.
Przekazy, które najsilniej wpływają na nasze słyszenie świata, często w ogóle są przez nas nie zauważalne. Chodzi o komunikaty zapisujące się w naszej podświadomości. To właśnie one tworzą największe blokady w realnym słuchaniu i rozumieniu drugiego człowieka i siebie samych. Działają cicho. Są wszędzie. I co najważniejsze, nie chcą być zauważone.
Manipulacja, która wygląda jak przypadek. Jak to działa? Wyobraź sobie, że idziesz na pokaz iluzji. Przypadkiem zostajesz wybrana z publiczności. Masz wylosować kolor z wielu opcji. Wybierasz czerwony. Magik zgaduje i rzeczywiście zgadza się to z kolorem, który wybrałaś. Niesamowite, prawda?
Ale czy na pewno był to przypadek? Kilka dni wcześniej kupiłaś bilet. Od tego momentu zaczęłaś być otoczona subtelnymi sygnałami. Czerwony autobus, czerwony samochód, ktoś w czerwonym ubraniu, przypadkowe zdarzenia z kolorem w roli głównej. Nawet jeśli nie zwróciłaś na to świadomie uwagi, to podświadomość odebrała wszystko. Gdy przyszedł moment wyboru, skojarzenie przyszło „znikąd”. Ale ono zostało starannie zaprogramowane. To nie magia. To psychologiczna technika sterowania uwagą i emocją. Tak wyglądają codzienne iluzje, które odbierają nam zdolność słyszenia.
W świecie, w którym żyjemy, takich „pokazów iluzji” mamy na co dzień dziesiątki. Przekazy medialne, social media, reklamy, język „ekspertów”, szkolenia, które uczą sprzedawać zamiast rozumieć. To wszystko może sprawiać, że słuchamy… ale nie słyszymy. Bo nasze reakcje nie są nasze, są wdrukowane. Dopóki nie zatrzymamy się na chwilę, nie zwolnimy i nie zadamy sobie pytania … Czy to, co myślę, naprawdę pochodzi ode mnie? Dopóty nie usłyszymy niczego, co istotne.
Jak powiedział Mark Twain cyt. „Łatwiej jest oszukać człowieka, niż przekonać go, że został oszukany.”
Zatrzymanie się i praca nad sobą to akt odwagi. Dopiero wtedy świat cichnie na tyle, aby można było usłyszeć. Innych. I siebie. A może i to, co nienazwane — ale realne.
Głos jako narzędzie manipulacji. Słyszysz, ale czy na pewno?
Na podobnych zasadach jak iluzje i nieświadome skojarzenia działają dziś mechanizmy reklamy, remarketingu i sprzedaży w świecie online. Ich wspólnym mianownikiem jest słuchanie, które nie prowadzi do rozumienia, a jedynie do reakcji. Chodzi o zapamiętanie, niekoniecznie zrozumienie. Coraz częściej manipulacja nie dotyczy już tylko obrazu czy treści, ale także głosu.
Współczesny marketing sięga po nowy środek wpływu … manipulację głosem. To subtelne, ale skuteczne. Słyszymy eksperta, który podaje przykład i automatycznie zakładamy, że przykład jest trafny. Tymczasem może być zupełnie nietrafiony, ale ton głosu, jego barwa i pewność z jaką jest wypowiedziany, wprowadza nas w fałszywe poczucie zaufania.
Nie słuchamy już wtedy treści. Słyszymy tylko to, co dźwięk ma nam „powiedzieć”, a raczej, co ma w nas zakodować. Jakiś czas temu analizując social media natknęłam się na manipulację głosem. Byłam zdziwiona, że agencje marketingowe oraz niektóre osoby z TikTok.a używały podobnych głosów. Różne firmy, różne osoby, a dźwięk głosu jakiś dziwnie podobny. Okazało się, że w nagraniach używają bardzo podobnych dźwięków, które można uzyskać za pomocą modulacji głosu, mikrofonu, ustawień itd. Manipulacja dźwiękiem pozwala na uzyskanie efektu, w którym zatrzymujemy się po to, aby słyszeć głos, a nie to co zostało powiedziane.
Podobne zjawisko opisuje w mit grecki o Orfeuszu i Eurydyce. Orfeusz, który swoją muzyką zdołał ominąć opłatę za przeprawę przez Styks i poruszyć serca bogów podziemi, tak dziś głos, odpowiednio modulowany, emocjonalnie nasycony, pełen pozornej prawdy, potrafi przekroczyć granice naszej świadomości i ominąć wewnętrzne filtry krytycznego myślenia. Nie potrzebujemy do tego treści. Wystarczy ton, tempo, emocja, abyśmy jak Charon oczarowany lirą, przepuścili przekaz, nie pytając, czy warto go słuchać.
Wyobraź sobie także prostą sytuację … wychodzisz z koleżankami z kawiarni. Rozmowa się klei, więc szukacie miejsca, gdzie można jeszcze posiedzieć. Włączacie Google, przeglądacie opinie. I nagle nie szukacie już miejsca do rozmowy, tylko miejsca, które ma najlepsze oceny i zachwyca np smakiem herbaty.
Czy to był Wasz wybór? A może podświadomy skrypt, który wszedł w życie, bo tak działa język online? Świat, w którym słyszymy za dużo i nic z tego nie rozumiemy. W zalewie dźwięków, podcastów, nagrań, reklam, reelsów, stories i szkoleń łatwo zgubić to, co naprawdę ważne. A co gorsza, łatwo uznać, że skoro słyszymy, to rozumiemy. Niestety, często jest odwrotnie. Im więcej słyszymy, tym mniej naprawdę słuchamy.
Jeżeli do tego dodamy tempo życia, brak pauzy, zmęczenie percepcyjne i nieustanny szum informacyjny, stajemy się głusi. Głusi na treść. Na innych. Na siebie. Właśnie dlatego nauka słuchania to dziś nie tylko umiejętność. To akt oporu wobec świata, który chce, żebyśmy tylko słyszeli, a nie słuchali.
Jak słuchanie wpływa na naszą percepcję?
Na konsultacjach codziennie spotykam klientów, którzy borykają się z blokadami wynikającymi z przekazu współczesnego świata online. Te blokady są zakodowane głęboko w ich podświadomości i widać je na pierwszy rzut oka, są to tzw zniekształcenia cyfrowe. Klient zgłasza się po pomoc, jednak podświadomie oczekuje konkretnych odpowiedzi, które zostały zaprogramowane przez nieświadome wzorce z internetu. W internecie wszystko wydaje się proste. Wszystko kręci się „samo”, a oczekiwania są takie, aby dostać jedno, konkretne rozwiązanie, najlepiej zapisane w jednym zdaniu. Od razu wtedy wiem, że taka osoba wymaga głębszej pracy nad sobą. Kiedy słuchamy bez zrozumienia, nie słyszymy tego, co naprawdę jest ważne. Zamiast zaangażować się w proces, skupiamy się na powierzchownych rozwiązaniach, nie dostrzegając pełnego obrazu.
To zjawisko przypomina mit o Orfeuszu, który używał swojej muzyki, aby przejść przez piekło. Orfeusz manipulował dźwiękiem, aby osiągnąć swój cel. Podobnie w dzisiejszym świecie technologia online manipuluje naszymi zmysłami, przesuwając naszą uwagę w kierunku pozornych, łatwych odpowiedzi, które zamiast prowadzić do zrozumienia, tylko zatruwają naszą świadomość. Tak jak Orfeusz nie zapłacił za przeprawę, manipulując dźwiękiem, tak i dzisiejszy świat online wykorzystuje dźwięki, słowa i obrazy do zakłócenia naszej wewnętrznej równowagi.
Kolejnym przykładem jest kwestia bezpieczeństwa w przestrzeni online, szczególnie jeśli chodzi o dzieci i młodzież. Niedawno natknęłam się na post, w którym ktoś pokazał zdjęcie swojej córki, medytującej z telefonem obok siebie. Telefon prawdopodobnie emitował jakieś dźwięki. To, co w kontekście medytacji powinniśmy traktować jako ciszę, w dzisiejszych czasach często jest zakłócone przez różne nagrania, które docierają do naszej podświadomości. Warto, zanim dzieci zaczną słuchać jakiegokolwiek materiału, dokładnie sprawdzić, jakie dźwięki są w nim zawarte. Medytacja, szczególnie w kontekście buddyzmu czy hinduizmu, ma na celu wyciszenie myśli. Słowa i dźwięki, zamiast prowadzić do spokoju, działają jako zakłócenia. Dlatego tak ważne jest, aby zachować czujność. Świat online wprowadza nas w pułapki nieświadomego słuchania.
Takie manipulacje dźwiękiem są obecnie powszechne. W sieci, podobnie jak w mitologii o Orfeuszu, głos i dźwięk mają moc. Otwierają nas na nowe doświadczenia, ale również prowadzą do nieświadomego zgubienia. Często spotykamy się z przekazami, które próbują dotrzeć do naszej podświadomości pod płaszczykiem dobroci, miłości czy troski. Takie manipulacje łatwo odwracają naszą uwagę od istoty sprawy. Podobnie jak Orfeusz w swojej drodze do zaświatów używał muzyki do oszukania boga podziemi, Charona.
W kontekście słuchania i rozwoju, zrozumienie roli ciszy jest kluczowe. Wszyscy żyjemy w nadmiarze informacji, a każda opinia czy sugestia, nawet w formie myśli, blokuje naszą zdolność do pełnego odbioru rzeczywistości. Cisza pozwala na otwartość na to, co jest nieopisane, nieprzekazane słowami. Warto zwrócić uwagę, że każde słowo, które słyszymy, zarówno od innych, jak i od siebie, zamyka nas w pewnym obszarze myślenia, przez co zatrzymujemy się w miejscu. Dlatego tak cenna jest cisza. Ona otwiera nas na całość doświadczeń. W medytacji czy w codziennym życiu, zatrzymywanie się na chwilę w ciszy, pozwala dostrzec to, co nieuchwytne.
W końcu dochodzimy do kluczowego punktu … słuchanie, które nie jest poparte rozwojem osobistym, nie daje efektów. Bez pracy nad sobą nie jesteśmy w stanie prawdziwie słyszeć drugiego człowieka. Dlaczego? Bo słowa innych wyzwalają w nas własne historie. Kiedy ktoś mówi … „Czuję się nieważna” my słyszymy … „Jesteś złym partnerem”. Kiedy ktoś mówi … „Jestem zmęczona”, my słyszymy … „Nie doceniasz mojego wysiłku”. Dopiero kiedy nauczymy się oddzielać nasze reakcje od emocji, jesteśmy w stanie usłyszeć prawdziwy sens wypowiedzi. Do tego potrzebujemy rozwijać świadomość, bez tego procesu nie ma prawdziwego słuchania.
Co to znaczy rozwijać się, żeby słyszeć?
- Rozpoznać swoje mechanizmy obronne (np. tłumaczenie się, ironia, minimalizowanie czyichś emocji),
- Uczyć się zatrzymywać, zanim odpowiemy,
- Zaciekawić się tym, co mówi druga osoba, zamiast szukać potwierdzenia dla własnych przekonań,
- Ćwiczyć obecność, zamiast automatycznej reakcji, wybrać tzw uważność.
Dlaczego słuchanie dzieci jest tak ważne?
Jeżeli chcemy słyszeć dzieci, musimy przestać patrzeć na nie wyłącznie przez pryzmat zachowań. Bo za każdą „trudnością wychowawczą” często stoi niewypowiedziana potrzeba bycia zauważonym, wysłuchanym, zrozumianym. Niedawno pojawił się na platformie Netflix serial Dojrzewanie, który brutalnie nam to uświadamia. 13 letni Jamie nie był tylko „milczącym chłopcem”. On był dzieckiem, które przez lata nie zostało dostrzeżone w swoim wewnętrznym świecie. Jego emocje i sygnały nie miały gdzie wybrzmieć. Zamiast pomocy, otrzymywał reakcje. Zamiast słuchania, kontrolę albo obojętność. I tak powoli budował się wewnętrzny obraz przemocy, z którym został sam.
Słuchać dzieci, to znaczy zbliżać się do nich pomimo lęku, złości czy bezradności, które mogą w nas wywoływać. Bo dzieci nie umieją jeszcze mówić o emocjach językiem dorosłych. Komunikują się działaniem, spojrzeniem, wycofaniem albo buntem. Niektóre z nich uczą się już bardzo wcześnie, że krzyk lub prowokacja to jedyne sposoby, żeby zaistnieć. I właśnie wtedy najbardziej potrzebują, żeby ktoś je naprawdę usłyszał.
Pamiętam jak prowadziłam warsztaty – Bezpieczeństwo w sieci – na które przyszło dwóch chłopców. Bracia, o których opiekunka powiedziała na wstępie: „będzie przechlapane”. Już z daleka zostali zaszufladkowani jako „niegrzeczni”, „nie do ogarnięcia”. A ja pomyślałam wtedy tylko jedno … to właśnie oni będą mnie najbardziej potrzebować. I tak było. Na początku usiedli z boku, nie chcieli się zbliżyć. Poprosiłam raz, drugi, trzeci, spokojnie, bez presji. Przesiedli się. Podczas spotkania stworzyłam przestrzeń, w której każde dziecko mogło się wypowiedzieć i być za to docenionym. Jeden z chłopców dostał naklejkę. Drugi ją zerwał. Przerwałam, podeszłam i spokojnie poprosiłam, aby ją podniósł i oddał bratu. Zrobił to o co go poprosiłam. Powiedziałam, że też może się zgłosić i dostać swoją. I tak zrobił. Do końca spotkania nie było już żadnych problemów. Opiekunka była zaskoczona, a ja tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że te dzieci nie potrzebowały dyscypliny. One potrzebowały być zobaczone, docenione, usłyszane.
To przykład, który pokazuje, jak ogromną różnicę może zrobić zmiana naszego nastawienia. Dzieci nie zawsze powiedzą wprost, że je coś boli. Ale jeżeli nauczymy się je słuchać, także przez ich „trudne” zachowania, możemy dać im coś bezcennego … poczucie bezpieczeństwa i to, że one też są dla nas ważne. A to, jak wiemy z serialu Dojrzewanie, może czasem zdecydować o tym, jak potoczy się ich życie.
Kończąc …
Słuchanie to proces, który wymaga pracy nad sobą i chociaż chęci zrozumienia drugiej osoby. To nie tylko kwestia reagowania na to, co słyszymy, ale również umiejętności wyciszenia umysłu i rozpoznawania manipulacji w przekazach, które trafiają do naszej podświadomości. Tylko wtedy, gdy rozwiniemy swoją świadomość, nauczymy się rozróżniać, co jest prawdziwe, a co tylko wprowadza nas w błąd. Przykład Orfeusza – manipulatora dźwiękiem – pokazuje, jak łatwo można zostać uwiedzionym przez pozorne piękno, nie dostrzegając rzeczywistego zagrożenia. Warto pamiętać, że prawdziwe słuchanie to nie tylko technika, ale i umiejętność rozwoju osobistego.
Nauka słuchania daje nam sporo różnych korzyści, w różnych dziedzinach naszego życia, nie tylko w biznesie. Jest to dość ciekawe zagadnienie, nad którym naprawdę warto się pochylić.
Praca nad sobą otworzyła przede mną w życiu prywatnym drzwi, które były wcześniej związane ze sprzedażą, a teraz otwierają się kolejne drzwi i … tak się zastanawiam czy będą kiedyś te ostatnie?
Słuchanie to efekt pracy nad sobą. Słyszenie to nie przywilej empatycznych osób. To codzienna praktyka bycia z drugim człowiekiem, bez potrzeby naprawiania, oceniania, bronienia się. A przede wszystkim bez odcinania się od siebie samego. Bez rozwoju nie słyszymy innych. Słuchamy tylko tego, co już mamy w głowie. Ale jeśli mamy odwagę rozwijać się, słyszenie staje się możliwe. A wraz z nim relacje, które są prawdziwe.
W artykule „What Is Active Listening?” opublikowany w Harvard Business Review, mamy szczegółowo omówioną technikę aktywnego słuchania. podkreślono w nim znaczenie pełnego zaangażowania w rozmowę, zarówno pod względem werbalnym, jak i niewerbalnym.
Jeżeli chcemy słuchać tak, żeby naprawdę słyszeć, musimy być obecni, nie tylko fizycznie, ale też psychicznie i emocjonalnie. Potrzebujemy świadomej decyzji do tego, aby nie uciekać w swoje interpretacje, osądy i potrzeby. Słyszenie to nie tylko przetwarzanie dźwięków. To gotowość do tego, aby pozwolić innemu człowiekowi zaistnieć w naszej przestrzeni wewnętrznej, bez natychmiastowego „poprawiania” go, doradzania czy zamykania jego emocji.
Co to znaczy nie słyszeć?
Nie słyszę, kiedy zamiast słuchania reaguję automatycznie. Kiedy w odpowiedzi na czyjeś słowa uruchamiam swój własny ból, lęk lub wstyd. Nie słyszę, gdy nie jestem gotowa skonfrontować się z tym, co we mnie poruszają cudze emocje. Nie słyszę także wtedy, kiedy skupiam się tylko na sobie i na tym, jak wypaść, co odpowiedzieć, jak się obronić. Nie słyszę wtedy, kiedy rozmowa staje się dla mnie polem do walki o to, kto ma rację. Gdy cudze słowa odbieram jako krytykę, atak lub odrzucenie. Nie słyszę, kiedy nie mam w sobie przestrzeni, aby przyjąć czyjąś złość, smutek, rozczarowanie, bo moje wnętrze jest zbyt pełne niezagojonych historii.
Dlaczego słuchanie dzieci jest tak ważne?
Jeżeli chcemy naprawdę słyszeć dzieci, musimy porzucić myślenie, że „jeszcze nie wiedzą, co mówią” albo „przesadzają”. Dzieci mówią często nie wprost przez zachowanie, ciszę, złość, śmiech albo bunt. Jeżeli nie uczymy się słuchać ich na tym głębszym poziomie, zostawiamy je same z emocjami, których nie rozumieją. A to właśnie brak wysłuchania może stać się początkiem izolacji, przemocy albo wewnętrznego chaosu. Słuchając dzieci, możemy dać im przestrzeń, w której czują się widziane, ważne i bezpieczne. A to podstawa ich rozwoju emocjonalnego.
Jeżeli dobrnęłaś dobrnął do końca …
Przesyłam ciepłe myśli.







