Potwór Ed Gein stworzony przez wiarę. Czy potwory naprawdę rodzą się z ciemności? Czy może z naszej wiary w dobro, które potrzebuje kontrastu po to, aby przetrwać?
Ostatnio na platformie Netflix pojawił się nowy serial pt. „Potwór: Historia Eda Geina”. Sam film wydaje się mocno wyjałowiony i powierzchowny, chociaż niektóre sceny potrafią wywołać w widzu silne emocje, takie jak obrzydzenie, lęk, a nawet fizyczny wstręt. Niektóre momenty są mocno przerysowane i ogląda się go … Powiedzmy dziwnie. Sama oglądałam go z pewnym oporem, jednak ciekawość zwyciężyła. Chciałam zrozumieć, co tak naprawdę twórcy tej historii chcieli nam przekazać.
Analizowałam dość mocno przypadek Eda. To był ten „potwór” (seryjny morderca), któremu chciałam „zajrzeć” do głowy i zobaczyć jego świat. Analizując jego życiorys i dostępne materiały, zobaczyłam człowieka, który w wielu aspektach odbiegał od stawianych mu diagnoz, a przede wszystkim od filmowego obrazu, jaki próbują nam narzucić twórcy. Cały film oceniam zaledwie na 3 z 10, głównie dlatego, że postać Eda została zagrana przez Charliego Hunnama naprawdę w mistrzowski sposób. To właśnie jego gra nadała tej historii jakikolwiek wymiar emocjonalny.
Czy polecam ten serial? Myślę, że można go obejrzeć i ocenić samemu. Ja do niego na pewno nie wrócę.
Potwór Ed Gein to Edward Theodore Gein. To nazwisko, stało się synonimem makabry, ale także inspiracją dla wielu fikcyjnych „potworów” popkultury. Jego historia jest jednym z najbardziej wstrząsających przypadków w historii amerykańskiej kryminalistyki.
Edward urodził się 27 sierpnia 1906 roku w La Crosse, w stanie Wisconsin. Dorastał w małej, ale izolowanej społeczności na farmie w Plainfield, gdzie mieszkał z despotyczną matką Augustą i starszym bratem Henrym. Właśnie wtedy zaczęła się kształtować jego niezdolność do samodzielności, która wzmacniana była przez matczyną kontrolę i religijny fanatyzm. Matka była fanatyczną protestantką, która uważała, że kobiety (poza nią samą) są źródłem zła i grzechu. Ed był przez nią emocjonalnie zdominowany i praktycznie odcięty od normalnych kontaktów społecznych.
Wiara, o której wspominam, nie ogranicza się jedynie do religii. To także wiara społeczna. W porządek, moralność i w istnienie granicy między dobrem, a złem. Ludzie wierzą, że zło istnieje gdzieś na zewnątrz, że można je nazwać, potępić i zamknąć w cudzysłowie, mówiąc … To potwór. W tej wierze kryje się potrzeba oddzielenia się od tego, co nieczyste, ale również nienazwane i niebezpieczne. To właśnie dlatego społeczeństwo tak łatwo tworzy potwory. Potrzebuje ich, aby utrzymać wiarę w siebie. W przypadku Potwora Geina ta wiara stała się jednak pułapką. Z jednej strony wychowany był w kulcie Boga, który karze i przebacza, a z drugiej w świecie ludzi, którzy wierzą tylko w karę. Między tymi biegunami Potwór Ed Gein zaczął tworzyć własny świat. Świat, w którym wiara nie chroni przed złem, ale powoli je rodzi.
Po śmierci matki w 1945 roku świat Ediego rozpadł się całkowicie. Na farmie został sam. W samotności zaczął powoli popadać w obsesje. Szczególnie dotyczyło to śmierci, ciała i kobiecości. Wkrótce zaczęły wychodzić na jaw rzeczy, które później przeraziły Amerykę.
W 1957 roku po zaginięciu miejscowej sklepikarki Bernice Worden policja weszła do jego domu. To, co znaleźli, przypominało makabryczną scenografię horroru. Jakby ktoś próbował odtworzyć ludzkie ciało w groteskowej formie świętości. W środku były ludzkie szczątki, które zostały przerobione na meble, ubrania, naczynia, a nawet maski. Potwór Ed Gein przyznał się, że nie wszystkie pochodziły od ofiar. Większość pozyskiwał z okolicznych cmentarzy, gdzie nocami wykopywał świeże zwłoki.
Ostatecznie udowodniono mu dwa morderstwa, a jego nekrofilskie i kanibalistyczne zapędy wskazywały na głębsze, psychotyczne zaburzenia. W 1958 roku został uznany za niepoczytalnego i skierowany do zakładu psychiatrycznego, w którym w 1984 roku zmarł.
Potwór Ed Gein zainspirował wielu twórców. Między innymi Normana Bates w „Psychozie” Hitchcocka, Leatherface w „Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną” i Buffalo Bill w „Milczeniu owiec”. W sensie psychologicznym jak i klasycznym rozumieniu Ed nie był seryjnym mordercą. Według lekarzy był człowiekiem o skrajnie zaburzonej tożsamości, który wydawałoby się próbował dosłownie stać się swoją zmarłą matką. Jednak czy aby na pewno o to mu chodziło?
A może jego pragnienie wcale nie dotyczyło matki, ale Boga. Surowego, również nieobecnego i milczącego, którego próbował dosłownie przywrócić do życia poprzez ciało? To właśnie tu zaczyna się pytanie, które prowadzi przez cały tekst w artykule … Czy Ed Gein był potworem, czy ofiarą wiary, która stworzyła własnego Boga z ludzkiej skóry. Czy na pewno Gein chciał odtworzyć swoją matkę? Stawiając te i inne pytania nagle cały obraz Eda staje się niezwykle przerażający, ale także symboliczny w kontekście patologicznej więzi matka – syn.
Dzieciństwo Eda Geina. Dom wiary i ciszy.
Dom Eda był miejscem, w którym cisza miała moc modlitwy, a każdy oddech musiał brzmieć dokładnie tak, jak tego chciała jego matka, Augusta. To ona stworzyła z tej przestrzeni coś pomiędzy domem, a kaplicą, w której codzienność podporządkowana była religijnym rytuałom i lękowi przed grzechem. Wychowywała syna w przekonaniu, że świat poza ich farmą jest zepsuty, że ludzie ulegają grzesznym namiętnościom, a kobiety, poza nią samą, są narzędziem diabła. W ten sposób Potwór Ed Gein dorastał w izolacji, odcięty od rówieśników, ale również szkoły i zwykłego doświadczenia kontaktu z drugim człowiekiem.
Augusta Gein była, jak wynika z relacji sąsiadów i policyjnych raportów, kobietą silnie religijną, ale przede wszystkim surową i kontrolującą. Codziennie czytała Biblię, wybierając fragmenty o gniewie Bożym i karze za grzech, a następnie tłumaczyła je synowi, wskazując, że to świat jest zły, a nie oni. Ed chłonął te słowa jak absolutną prawdę. W psychologicznym sensie nie rozwijał własnego głosu. Zamiast tego internalizował głos matki, który z czasem stał się jego wewnętrznym „Bogiem”. W psychoanalizie proces ten nazywamy introjekcją. Czyli dziecko nieświadomie „połyka” głos rodzica i zaczyna myśleć, ale także czuć i oceniać świat jego oczami.
W przypadku Eda ta introjekcja przybrała formę niemal całkowitego przejęcia. Jego myśli, emocje i reakcje stawały się echem słów matki. Każde pragnienie było filtrowane przez jej obraz Boga, który karze za pożądanie i nakazuje czystość. Kiedy więc Potwór Ed Gein czuł ciekawość wobec kobiet, równocześnie doświadczał intensywnego poczucia winy. W jego psychice tworzył się konflikt, który był nie do rozwiązania. Pragnienie i grzech zaczynały znaczyć to samo.
Dom, w którym mieszkał, był miejscem, gdzie miłość mieszała się ze strachem. Każda pochwała od matki była nagrodą, ale także narzędziem kontroli. Każda modlitwa, była próbą oczyszczenia z myśli, które przecież nie należały do niego. Kiedy matka mówiła o piekle, Ed nie widział w tym metafory, ale realne miejsce, do którego można trafić za jeden nieczysty obraz. To właśnie tam, w ciszy i zapachu modlitewnych książek, zaczynał się rodzić jego świat. Świat odizolowany od rzeczywistości.
Potwór Ed Gein był więc dzieckiem modlitwy i kary. Uczył się nie tego, jak kochać świat, ale jak się przed nim bronić. Zamiast ciekawości, rozwijał czujność. Zamiast empatii, posłuszeństwo. Dorastając, zbudował w sobie przekonanie, że zło czai się wszędzie poza nim, chociaż w rzeczywistości poprzez głos matki, zło zamieszkało w nim na stałe.
Potwór Ed Glein zrodzony z miłości. Niezdolność do separacji.
Po śmierci matki Potwór Ed utracił osobę, która go wychowała, a przede wszystkim cały świat, który znał. Dom, modlitwy, głos i rytm codzienności zniknęły dosłownie w jednej chwili. Pozostała w nim pustka, która była nie do zniesienia. Nie potrafił jej wypełnić, ponieważ jego psychika była całkowicie uformowana przez matkę. To ona była dla niego zarówno Bogiem, jak i rzeczywistością. Dlatego po jej śmierci nie doświadczał żałoby w klasycznym sensie, ale rozpadu własnego istnienia.
Według raportów z Winnebago State Hospital (1958–1960) Gein nie rozumiał swoich czynów. Nie widział w nich realnych aktów przemocy. Uważał, że uczestniczy w rytuałach koniecznych do utrzymania moralnej równowagi świata. Nie odróżniał rzeczywistości od wizji, ponieważ nie znał zewnętrznego punktu odniesienia. Dla niego „realność” była czymś, co przeżywał od środka. W ciele, dotyku i rytmie powtórzeń. W tym sensie nie mylił się co do rzeczywistości. On miał własną rzeczywistość.
„Gein opowiadał o wizytach na cmentarzach z niezwykłym spokojem. Powiedział, że ‘nie chciał nikogo skrzywdzić, tylko chciał zobaczyć, jak to jest’. Stwierdził, że czasem przynosił do domu części ciał, bo wydawało mu się, że w nich jest jeszcze coś żywego.” To pokazuje jego sposób mówienia, który jest prosty, naiwny i pozbawiony emocji, które my znamy.
To odróżnia jego przypadek od klasycznej psychozy z urojeniami. Gein nie chciał być kimś innym, chciał po prostu być blisko. Nie pragnął przemiany w matkę, ale tego co znał, czyli obecności. Jego „rytuały skórne” takie jak ubieranie się w części ciał, tworzenie masek, były desperacką próbą przywrócenia kontaktu z tym, co zostało utracone. Skóra stała się granicą między nim, a światem, substytutem dotyku oraz miejscem, w którym znane mu życie mogło jeszcze na chwilę wrócić.
To, co często interpretowano jako próbę stania się kobietą, było próbą poczucia bliskości z matką. Oczywiście w sensie symbolicznym, Ed nie dążył do przemiany, ale do zniesienia granicy między sobą, a nią. Śmierć matki nie była dla niego stratą osoby, tylko końcem świata, w którym istniał. Dlatego jego czyny stanowiły próbę zszycia rzeczywistości. Fizycznego odtworzenia relacji.
Potwór Ed Gein powiedział jedno z najbardziej znanych zdań, które stało się kluczem do diagnozy jego zaburzeń dysocjacyjnych i psychotycznych. Chodziło mu nie o seksualność, ale o obsesję na punkcie matki i kobiecości jako idei. Szkoda, że zamiast skupiać się na stawianiu diagnoz, nie chciano zrozumieć tego co przeżywał. Z rozmowy z dr. George’em Arndtem (psychiatra, 1958):
Arndt: Dlaczego chciał Pan ciała kobiet?
Gein: Nie ciała, Panie doktorze. Chciałem … ich części. Czasem jak je zszywałem, to wyglądały jak mama. To mi pomagało.
Jeden z najbardziej klarownych fragmentów z raportu dr. George’a Arndta (Psychiatric Evaluation Report, 1958r), który przytacza słowa samego Eda w kontekście jego działań: „Nie chodziło mi o krzywdzenie kogokolwiek. Chciałem mieć mamę z powrotem. Czasem zakładałem rzeczy z jej skóry lub szyłem ubrania z innych ciał, żeby poczuć, że jest blisko. To nie była zabawa ani chęć zła – to był sposób, żeby ona znów była w domu. Kiedy nikt nie patrzył, mogłem być z nią.”
Wnioski psychiatryczne (Central State Hospital, 1958r) „Ed Gein nie jest motywowany przez seksualne pobudki w tradycyjnym sensie. Jego działania wynikają z psychotycznego dążenia do odtworzenia relacji z matką i przywrócenia jej obecności. Brak w nim świadomości winy – jego świat emocjonalny zatrzymał się w wieku około 10 lat.”
Po śmierci matki według psychiatry Schuberta … „To nie dorosły mężczyzna, ale chłopiec, który nigdy nie przestał wierzyć, że mama wie wszystko.” To właśnie wniosek psychiatry, który stwierdził, że jego infantylny język i sposób mówienia, nie był wulgarny ani brutalny, tylko naiwny.
Ed dorastał w świecie, w którym ojciec Georg był słaby, uzależniony od alkoholu i całkowicie podporządkowany Auguście, przez co Potwór Ed Gein nie miał męskiego autorytetu ani modelu emocjonalnego dystansu. Dzieci, które dorastają w takiej strukturze, przyjmują matkę jako jedyny filtr moralny otaczającego ich świata. U Eda ten filtr był religijny, ale nie w sensie wiary, tylko fanatycznego kodu dobra i zła, którego nie można kwestionować. Powstał u niego religijny system zamknięty w introjekcji. Nie potrzebował już świata zewnetrznego, ponieważ cały świat dobra i zła mieścił się w jego relacji z matką i Bogiem. Bogiem, który jest „podporządkowany” matce.
W tej introjekcji powstał archetyp kobiety bóstwa. Matki, która jest źródłem dobra, czystości i boskiej miłości. To nie była kobieta cielesna, tylko „święta postać”, jak Maryja w jego prywatnej teologii. Każda inna kobieta była skażoną wersją matki. W jego logice należało je oczyścić przez rytuały, czyli pozbawić ciała (skóry), które jest źródłem grzechu. Dlatego jego czyny miały wymiar religijny. Rozbieranie i „oczyszczanie” ciała przypominało starotestamentowe rytuały oczyszczania. Ubieranie się w skórę kobiet było rytuałem wcielenia, który przypominał kapłańskie pośrednictwo między świętym, a profanum.
Augusta czytała mu codziennie Biblię, głównie Stary Testament o grzechu, karze, czystości, o kobietach jako źródle upadku (Ewa, Dalila, żona Lota). Tutaj w psychice powstała idea, że ciało jest siedliskiem grzechu, a świętość wymaga ofiary i krwi. Jego zbrodnie były próbą zbudowania nowego rytuału oczyszczenia, który łączy biblijny język z jego własnym zaburzonym rozumieniem religii.
Bez ojca oraz otoczenia rówieśników Ed nie nauczył się jak oddzielić miłość od kontroli, sacrum od profanum, ciało od duszy. Jego religia stała się wewnętrzną teologią przetrwania. Potrzebował nadać sens śmierci matki, a że znał tylko język Biblijny i karzącego Boga, zbudował własną „liturgię”, w której ciało stało się nośnikiem sacrum. Potwór Ed Gein nie zabijał w imię popędu. Działania jego były w imię logiki swojego prywatnego Boga, którego stworzyła mu matka.
Religia w jego życiu nie była systemem wiary. Była językiem, w którym dziecko mówiło do matki i Boga. Każdy jego czyn był modlitwą w działaniu, próbą naprawienia świata po śmierci matki. Nie umiał się modlić słowami dorosłej osoby, więc modlił się czynami dziecka – konkretnymi, materialnymi, cielesnymi. Jego rytuały były dziecięcą próbą stworzenia własnego raju, w którym matka wciąż żyje, a zło można dosłownie odciąć od ciała. Ed był dorosłym ciałem, w którym mieszkało dziecko o religijnej duszy. Jego zbrodnie były niewinnym w psychicznej strukturze rytuałem miłości, winy i utraconego raju.
Z psychoanalitycznego pkt widzenia, dziecko nie zna granic między fantazją, a rzeczywistością. Dla Eda granica nigdy się nie wykształciła, ponieważ jego świat emocjonalny zatrzymał się w fazie, w której wszystko co pomyślane, staje się realne. Dlatego wykopywał ciała, tworzył maski itd które nie były dla niego zbrodnią, tylko materializacją marzenia. Dokładnie tak jak dziecięce zabawy w „ożywianie lalek”, albo rozmowy z duchem matki. U niego ta gra rozgrywała się w świecie dorosłych działań i konsekwencji.
W religii, tak jak w dzieciństwie, istnieje figura wszechwiedzącego rodzica (Boga) oraz dziecka, które musi być czyste, posłuszne i pokutujące. Ed przeniósł taką strukturę dosłownie. Matka = świętość i boski autorytet. Bóg = męski aspekt matki (sprawiedliwy, karzący). Ed = dziecko, które wciąż szuka aprobaty. Dlatego jego zbrodnie miały strukturę dziecięcego rytuału. Precyzyjnego, powtarzalnego, ale pozbawionego refleksji moralnej dorosłego człowieka. Nie rozumiał zła w sensie społecznym, tylko w kategoriach „czy mama by to zaakceptowała”.
Dlatego można przyjąć, że w tym sensie jego czyny miały wymiar religijny i biblijny. W jego umyśle kobieta była zarazem święta, jak i przeklęta. Niczym Ewa zrodzona z żebra Adama, która przyniosła światu upadek. Jak ubierał się w kobiecą skórę, mógł odtwarzać ten biblijny gest o którym nie raz słyszał. Połączenie kobiety i mężczyzny w jedno ciało, ale w perwersyjnej, odwróconej formie. Nie chciał być Ewą, chciał odzyskać żebro, które symbolicznie należało do niego. Skóra kobiety stała się jego „żebrem”, znakiem powrotu do stanu jedności sprzed grzechu, do chwili, w której mężczyzna i kobieta byli jednym organizmem.
Fragment relacji śledczego Bernarda Schuhra (Wisconsin Crime Archives, interview notes 1957) … „Kiedy zapytałem, czy rozumie, że to, co zrobił, było złe, powiedział: Myślałem, że jeśli nikt nie wie, to może to nie jest złe. Powiedział to poważnie, bez ironii.”
W ten sposób religia, która ma chronić przed grzechem, stała się źródłem jego rytuałów. Dla Geina ciało było bluźnierczym sakramentem, ale logicznym w jego świecie. Przez ciało chciał przywrócić porządek, a przez rytuał, obecność. W jego umyśle Bóg oraz matka i kobieta zlewali się w jedno. Zewnętrzne akty przemocy stawały się wewnętrznymi modlitwami. Powtórzeniami rytuału, który kiedyś dawał mu spokój.
Analizując ten proces psychoanalitycznie, można powiedzieć, że Ed nigdy nie dokonał separacji psychicznej. Matka była jego EGO-Ideałem, głosem wewnętrznym, który z czasem przybrał postać „Boga wewnętrznego”. Mechanizm introjekcji sprawił, że każdy zakaz, każde słowo matki wchłonął w siebie, aż stały się jego jedynym punktem odniesienia. Kiedy ten głos ucichł, Ed próbował go ożywić, używając jedynego języka, jaki znał. Ciała i rytuału.
Jeżeli spojrzeć na to z perspektywy fenomenologicznej, jego zbrodnie nie były w pełni czynami „przeciwko” rzeczywistości, ale w jej ramach. Tylko tyle, że w tej rzeczywistości, którą sam sobie wytworzył. Ed nie żył poza światem, ale wewnątrz własnego świata, w którym Bóg był matką, ciało było świątynią, a miłość wymagała dotyku śmierci.
Jeżeli jego historię pozbawimy sensacji, zaczyna brzmieć jak mit o człowieku, który nigdy nie zdołał oddzielić siebie od miłości, która go stworzyła. Nie był potworem z zimna, ale z miłości, której nie potrafił pożegnać. Nie chciał zniszczyć ciała. Chciał je zachować. Nie chciał zabić kobiety. Chciał ją zszyć z powrotem, tak jak zszywał wspomnienia i fragmenty świata, w którym umarł razem z nią.
Wiara jako gleba
Wiara w domu Geinów nie była przestrzenią nadziei, ale glebą, z której wyrastał lęk. Matka Eda, Augusta, nie tyle wierzyła w Boga miłosierdzia, ile w Boga kary. Sędziego, który widzi grzech wszędzie tam, gdzie pojawia się ciało. Jej religijność przybierała formę opresji, w której każdy przejaw cielesności był interpretowany jako pokusa, która płynęła bezpośrednio od szatana. W tym domu modlitwa nie była rozmową, ale rytuałem podporządkowania, a cisza, nie oznaką pokoju, tylko nieustannym napięciem.
Ed dorastał w świecie, w którym dobro i zło istniały obok siebie w prostym podziale. Wszystko to co kobiece, było grzeszne, a wszystko to co męskie, miało panować i karać. Matka codziennie przypominała mu o „upadku Ewy”, o tym, że kobieta sprowadziła grzech na ziemię. W taki sposób stworzyła w jego psychice mapę, na której kobieta była jednocześnie źródłem pożądania i winy. Wiarę w Boga połączyła z wiarą w konieczność czystości, a czystość, z odrzuceniem cielesności.
Jego rytm dnia, przestrzeń domu i zachowania matki działały jak nieświadome rytuały. Codzienne powtarzane gesty, sprawdzanie moralności i zakazy. Gein praktycznie nie wychodził z domu, ponieważ matka izolowała go od świata, a także od rówieśników i kobiet. Dziecko w tym świecie uczy się tzw. rytmów przetrwania. Obserwacja matki. Odtwarzanie jej gestów i zasad. Tworzenie własnych powtarzalnych sekwencji działań, które dają poczucie bezpieczeństwa. To wszystko w psychologii nazywa się rytualizacją zachowań w warunkach silnej kontroli i lęku. Psychiatrzy podkreślali, że jego działania były kompulsywne i powtarzalne, ale w jego umyśle one miały sens. Były odtworzeniem bezpieczeństwa i porządku.
W dorosłym życiu Gein próbował odbudować ten zniszczony porządek. Po śmierci matki religijny lęk zamienił się w rytuały. Każda jego zbrodnia miała charakter bluźnierczego sakramentu. Z ciał kobiet tworzył ołtarz obecności, próbując przywrócić boską figurę matki, która miała władzę nad życiem i śmiercią. Wiara, która miała go prowadzić do zbawienia, stała się systemem, który uniemożliwił mu separację, a także dorastanie i miłość.
Powtarzalność i staranność. Rytuał był powtarzany według określonego schematu, dokładnie tak, jak nakazywał tekst Kapłańskiej. U Geina była powtarzalność, precyzja i rytuał w obchodzeniu się z ciałami. To także forma uporządkowania świata w jego umyśle.
Symbolika oczyszczenia i odseparowania grzechu. Ofiary w Kapłańskiej miały symbolicznie „przenosić grzech” albo oczyszczać wspólnotę. U Eda rytuały z ciał kobiet pełniły podobną funkcję psychologiczną, czyli przetworzenie „grzechu”, symboliczna neutralizacja zła i „kontrola” nad chaosem.
Wewnętrzny porządek świata. Kapłani utrzymywali porządek rytualny świata religijnego. Natomiast Gein tworzył własny porządek w świecie wewnętrznym, w którym rytuały nadawały sens temu, co go otaczało.
Wykopywanie zwłok, nie było dla niego aktem makabrycznym, tylko miało dla niego głęboką symbolikę związaną z rytuałem. On w tym wszystkim działał jak w swojej własnej ceremonii życia i śmierci. Odtwarzał relacje z kobietami, które znał tylko przez matkę i wyobrażenie o „dobroci ciała” w sensie symbolicznym. Nie chodziło o fizyczne ożywienie, tylko o utrwalenie, uświęcenie oraz utrzymanie bliskości. Tak przekształcił śmierć w rytuał, który pozwalał mu zachować kontrolę nad światem, który sobie stworzył. Wykopywanie ciał to dla niego w pewnym sensie „zmartwychwstanie”, podczas którego śmierć i ciało są narzędziem odrodzenia. Tylko w jego wersji ten rytuał nie był społeczny, ani symbolicznie uniwersalny. Był intymny, osobisty i przesiąknięty obsesją na punkcie matki.Co Potwór Ed Gein mówi o nas samych.
Ed Gein stał się nie tylko bohaterem policyjnych raportów, ale także figurą zbiorowej nieświadomości. Kimś, kto odbija w sobie to, czego społeczeństwo nie chce widzieć. Psychoanaliza widzi w nim cień kultury amerykańskiej lat pięćdziesiątych. Społeczeństwa, które z jednej strony czciło rodzinę, wiarę i moralność, a z drugiej, tłumiło seksualność oraz emocje i samotność. W tym wszystkim Potwór Ed Gein jest nie tylko „innym”, ale raczej przesadnym odbiciem nas samych. Czyli człowieka, w którym ukryte pragnienia i zakazy zamieniły się w katastrofę.
Jego historia obnaża mechanizm, który działa także dzisiaj. Im bardziej kultura pragnie czystości, tym bardziej potrzebuje „potwora”, aby zrzucić na niego własne winy. Gein ucieleśniał to, co Ameryka starała się zapomnieć. Własne obsesje na punkcie grzechu, ale również ciała i zbawienia. W tym sensie jego „potworność” nie rodzi się poza społeczeństwem, ale w jego samym centrum. W miejscu, w którym pobożność styka się z pragnieniem.
Współczesna kultura wciąż powtarza ten gest. Netflix, true crime, filmy o seryjnych mordercach. Wszystkie te formy to rytuały oczyszczenia. Tworzymy „potwory”, żeby poczuć się lepsi, ale także żeby wierzyć, że zło istnieje gdzieś indziej, że to inni przekraczają granice, a nie my. Ale to iluzja. W każdym „potworze” odbija się nasz lęk, nasza ciekawość i pragnienie.
To prowadzi do pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi … Czy wiara i zło mogą istnieć osobno? Czy jedno nie karmi się drugim? Być może to właśnie wiara w dobro sprawia, że musimy nieustannie wskazywać zło po to, aby czuć się bezpieczni w swojej czystości. W ten sposób Potwór Ed Gein przestaje być tylko jednostkowym szaleńcem. Staje się metaforą kultury, która potrzebuje potworów, aby utrzymać wiarę w siebie.
Gdy potwór staje się ikoną
Z czasem Potwór Ed Gein przestał być człowiekiem z małego miasteczka w Wisconsin. Stał się mitem. Jego historia wrosła w popkulturę jak legenda o diable, który pojawia się w każdym pokoleniu pod nowym imieniem. To z jego życia czerpali twórcy „Psychozy”, „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” i „Milczenia owiec”. Każdy z tych filmów nie tylko opowiada o zbrodni, ale także o tym, jak cienka jest granica między wiarą w porządek, a fascynacją chaosem.
W erze internetu tragedie takie jak zbrodnie Eda Geina często tracą swoją prawdziwą wagę. Zwłaszcza wtedy, kiedy ludzie, powielają jego makabryczne czyny, pokazują maski inspirowane jego „tworami” i tworzą fałszywe historie dla zasięgów, całkowicie ignorując ból i straty rodzin ofiar. W kontekście bagatelizowania tragedii i wydobywania sensacji ze zbrodni, warto zwrócić uwagę na artykuł pt. „Serial Dojrzewanie. Dlaczego dziecko zabija?„, w którym analizuje mechanizmy psychiczne prowadzące do przemocy wśród dzieci i młodzieży
Paradoks polega na tym, że to właśnie wiara, która miała chronić przed złem, stworzyła jego ikonę. Zło, które miało zostać potępione, stało się estetyką, ale również symbolem, produktem kultury. Potwór, który kiedyś budził lęk, dziś inspiruje artystów, projektantów, twórców filmowych. Zbrodnia zamieniła się w mit, a mit, w towar. To, co kiedyś było przestępstwem przeciwko wierze, stało się jej cieniem w kulturze wizualnej.
Być może właśnie dlatego historia Eda Geina wciąż powraca. Nie dlatego, że była wyjątkowa, ale dlatego, że była prawdziwa. Odsłaniała mechanizm, który działa w nas wszystkich. Bo każda epoka potrzebuje swojego potwora. W czasach, w których wiarę zastępują algorytmy, a moralność wyraża się w komentarzach pod postami, potwór nie znika … Zmienia tylko formę.
Zawsze są dwa sposoby patrzenia na Eda Geina. Tradycyjny „lekarski” w tym psychoanalityczny i egzystencjalno-fenomenologiczny (czyli w duchu tego, że Gein to ktoś, kto żyje wewnątrz własnej rzeczywistości, a nie poza nią). Ta druga perspektywa pozwala „oddzierać” postać Geina z potworności, a zostawia ją nagą w swojej samotności. Wtedy nie zadajemy pytań „dlaczego zabił”, tylko … „Jak wygląda człowiek, który nigdy nie miał szansy zobaczyć świata poza sobą, a kiedy umiera jedyna osoba, która ten świat tworzyła, próbuje go zszyć z powrotem?” To już nie jest horror. To tragiczny mit o człowieku zamkniętym w cudzym głosie.
Bibliografia
Książki i monografie:
Schechter, Harold. Deviant: The Shocking True Story of Ed Gein, the Original Psycho. Pocket Books, 1989.
Levin, Jack, i Scott, Harry. Serial Killers and Sadistic Murderers: Profiling the American Killer. Praeger, 2008.
Ressler, Robert K., Burgess, Ann W., i Douglas, John E. Sexual Homicide: Patterns and Motives. Free Press, 1988.
Freud, Sigmund. Totem i tabu. Wydawnictwo PWN, 2004.
Husserl, Edmund. Ideas: General Introduction to Pure Phenomenology. Routledge & Kegan Paul, 1931.
Merleau-Ponty, Maurice. Phenomenology of Perception. Routledge, 1945.
Artykuły i raporty:
Winnebago State Hospital. Psychiatric Reports of Edward Gein (1958–1960). Winnebago County Archives, Oshkosh, Wisconsin.
Ressler, Robert K. „The Mind of the Necrophile: Psychiatric Perspectives on Ed Gein.” Journal of Criminal Psychology, 1961, 3(2): 45–62.
Schechter, Harold. „Ed Gein: Anatomy of a Monster.” American Journal of Forensic Psychiatry, 1992, 13(1): 22–39.
Materiały filmowe i dokumentalne:
Monster: The Jeffrey Dahmer / Ed Gein Story. Netflix, 2025.
Psycho, reż. Alfred Hitchcock, Paramount Pictures, 1960.
The Texas Chain Saw Massacre, reż. Tobe Hooper, Vortex, 1974.
The Silence of the Lambs, reż. Jonathan Demme, Orion Pictures, 1991.
Źródła biblijne (interpretacje symboliczne):
Biblia Tysiąclecia. Wydawnictwo Pallottinum, 2000.
Biblia Gdańska. Wydawnictwo Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2001.
Materiały dodatkowe (popkultura i analiza):
Kearney, Richard. The Wake of Imagination: On the Psychoanalytic Dimensions of Horror in American Culture. Routledge, 2013.
Clover, Carol J. Men, Women, and Chainsaws: Gender in the Modern Horror Film. Princeton University Press, 1992.
Zdjęcia:
GettyImages
Cvltnation.com
Rzuty ekranu z nagrań wywiadów na YT







